List Kręgu Centralnego DK na rok formacyjny 2013/2014

Droga wspólnoto Domowego Kościoła!

Kochani

Tegoroczny list kręgu centralnego wpisuje się w tradycję zapoczątkowaną przed sześciu laty.

Czytaj więcej...

LIST KRĘGU CENTRALNEGO DK DO MAŁŻEŃSTW I KAPŁANÓW ODPOWIEDZIALNYCH ZA DOMOWY KOŚCIÓŁ
Na rok formacyjny 2012/2013


Droga wspólnoto Domowego Kościoła!
Kochani


W dniach 29 kwietnia – 1 maja 2012 r. w Centralnym Domu Rekolekcyjnym Domowego Kościoła przy ul. Jagiellońskiej 100 w Krościenku odbyło się doroczne spotkanie kręgu centralnego. Był to czas skupienia i modlitwy, w której gorąco poleciliśmy Panu Bogu kręgi, małżeństwa i rodziny z naszej wspólnoty, zarówno w Polsce jak i poza jej granicami oraz wszystkich członków Ruchu Światło Życie. Były to też zarazem dni wytężonej pracy, rozeznawania szans, wyzwań, możliwości i zagrożeń stojących przed Domowym Kościołem. Jednym z owoców tego spotkania jest niniejszy list, skierowany do Was u progu roku formacyjnego, który między innymi przez Nowennę miesięcy prowadzi nas ku obchodom 40-lecia DK.

Zanim przystąpicie do lektury, przypominamy, że jest to już szósty list kręgu centralnego – widać, że zwyczaj zapoczątkowany w 2007 r. okazał się trwały i powoli przeradza się w tradycję. Zadaniem tych listów jest zwrócenie uwagi na ważne (a często nie dość akcentowane, zaniedbywane, niedoceniane, czy wręcz lekceważone) elementy naszej drogi formacyjnej i praktyki życia wspólnotowego. Z tego właśnie powodu gorąco zachęcamy, byście powracali do lektury listów z poprzednich lat. Są one na stałe umieszczone na stronie internetowej DK, w zakładce „Formacja” (www.dk.oaza.pl). Gwarantujemy, że po ich lekturze może zniknąć wiele nurtujących Was pytań i wątpliwości!

Jak pamiętacie, ubiegłoroczny list kręgu centralnego był poświęcony drodze formacji w Domowym Kościele. W możliwie zwięzły sposób pokusiliśmy się w nim o przedstawienie etapów naszej formacji i kryteriów dojrzałości na każdym z nich, pomagając w ten sposób każdemu małżeństwu z DK w określeniu swoich postępów na drodze ku dojrzałości chrześcijańskiej. Z radością przyjmowaliśmy potem liczne sygnały, iż list wzbudza szeroki oddźwięk, że wielu z Was zachęcił do głębszej refleksji nad swoją przynależnością do DK, nad realizacją naszego charyzmatu.

W tym roku pragniemy iść krok dalej i w centrum naszej uwagi postawić pytanie o…


OWOCE FORMACJI W DOMOWYM KOŚCIELE
Poznacie ich po ich owocach… (Mt 7,16)

Istotę każdej drogi stanowi to, że nie może ona ciągnąć się w nieskończoność, lecz powinna prowadzić do jakiegoś celu. Co zatem jest celem formacji w Domowym Kościele? Odpowiedź można sformułować na różne sposoby, ale i tak jej sens sprowadzi się do stwierdzenia, że DK zwraca szczególną uwagę na duchowość małżeńską, czyli dążenie do świętości w jedności ze współmałżonkiem. Chce pomóc małżonkom trwającym w związku sakramentalnym w budowaniu między nimi prawdziwej jedności małżeńskiej, która jednocześnie stwarza najlepsze warunki do dobrego wychowania dzieci w duchu chrześcijańskim („Zasady DK”, pkt 10).

W obliczu współczesnych wyzwań, w dobie dotkliwego kryzysu małżeństwa i rodziny, tak postawiony cel: świętość obojga małżonków oraz skuteczny katechumenat rodzinny, jawi się jako trafna diagnoza choroby toczącej dzisiejsze społeczeństwa i narody, jako ambitny, ale możliwy do wykonania program, pozwalający żonom i mężom…
- we wzajemnej jedności zrealizować powołanie do świętości (Bądźcie świętymi, bo jestem święty, Pan Bóg wasz! Por. Kpł 19,2);
- przekazać we współpracy ze Stwórcą życie i poprowadzić swoje dzieci ku dojrzałej wierze, wychowując je na dobrych chrześcijan i obywateli;
- a ostatecznie osiągnąć najważniejszy cel życia: zbawienie wieczne (wszak nasza ojczyzna jest w niebie – por. Flp 3,20).

A wy za kogo Mnie uważacie? (Mt 16,15)

Powiedzmy sobie jednak jasno: aby tak się stało, nie wystarczą same dobre chęci, nie wystarczą lata formowania się na drodze Domowego Kościoła, nie wystarczy bogata lista pełnionych posług, przeprowadzonych akcji ewangelizacyjnych, przeżytych rekolekcji, wygłoszonych świadectw, podjętych postów... 
Oczywiście, to wszystko jest ważne, ale ma sens tylko wówczas, gdy wypływa z żywej, osobistej relacji z Jezusem Chrystusem i zakorzenienia w Jego Kościele.
Trzeba przeżyć spotkanie z Jezusem; uwierzyć Mu i iść za Nim. Trzeba uznać Go za Pana i Zbawiciela; nie tylko ustami, lecz również postępowaniem, a zatem w wymiarze życiowych wyborów, uczynków. Trzeba wpuścić Go we wszystkie wymiary naszego życia: w małżeństwo, w rodzinę (katechumenat), w pracę zawodową, w zaangażowanie w życie publiczne, w służbę we wspólnocie, w radowanie się zdrowiem, cierpliwe znoszenie choroby, w młodość, w wiek dojrzały, w niełatwą starość, w podejmowane decyzje, w troski materialne, w życiowe zwycięstwa i porażki. Zwłaszcza ten ostatni wymiar, wymiar cierpliwego, pełnego wiary niesienia krzyża stanowi najlepszy sprawdzian dojrzałości naszej wiary. Bo nie da się iść za Jezusem bez podążenia drogą krzyża, bez zaakceptowania krzyża, bez pogodzenia się z krzyżem, bez przylgnięcia do krzyża, co więcej: bez ukochania krzyża jako tego miejsca, w którym jesteśmy najbliżej Jezusa. On mówi jasno: Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien (Mt 10,38). Doprowadzając tę myśl do końca, trzeba stwierdzić, że bez krzyża nie ma zmartwychwstania.

A zatem, kochani, stajemy po raz kolejny wobec tych fundamentalnych pytań, tyle razy już usłyszanych w naszej „przeszłości oazowej”, że uległy ono pewnemu „wyświechtaniu”, „rozmiękczeniu”, „oswojeniu”; że słysząc je, nie zawsze zdajemy sobie sprawę z ich wagi:

  • Kim jest dla nas Jezus Chrystus? Czy na pewno naszym Panem i Zbawicielem? 
  • Czy jest Jedynym, któremu ufamy, bez względu na to, co nas spotyka w życiu?
  • Czy jest drogocenną perłą (por. Mt 13,46) - Tym, dla którego gotowi jesteśmy poświęcić wszystko inne?

Twierdząca odpowiedź na powyższe pytania oznacza, że faktycznie oddaliśmy swe życie Jezusowi. Ku takiej właśnie relacji prowadzi formacja Domowego Kościoła.

Miłością ożywieni, służcie sobie wzajemnie! (Ga 5,13)

Trzeba jednak pamiętać, że pozostając w takiej relacji z Jezusem, jesteśmy dopiero w połowie drogi. Tu się wchodzi, aby kochać Boga; stąd się wychodzi, aby kochać człowieka. Wielu z nas pamięta ten napis, umieszczony przy wejściu do kaplicy w Domu przy Jagiellońskiej w Krościenku. Tak - nie da się kochać Boga, nie kochając ludzi!

Zacznijmy od spraw elementarnych, choć może nie zawsze zauważanych i poddawanych codziennej refleksji. Stańmy w prawdzie; prześledźmy czas naszej przynależności do Domowego Kościoła i odpowiedzmy sobie szczerze na kilka pytań:

  • W czym – dzięki formacji Domowego Kościoła – stałeś się lepszym mężem, lepszą żoną?
  • Jak zmienia się Twoje małżeństwo w miarę upływu lat? Staje się coraz piękniejsze, czy coraz bardziej szare?
  • Czego jeszcze nie zmieniłeś, choć tak bardzo tego by pragnął twój współmałżonek?
  • Na ile się przemieniłeś na lepsze jako ojciec, matka?
  • W jakim stopniu czujesz się odpowiedzialny za dobre wychowanie swych dzieci? Nie za rozpieszczanie, lecz za wychowanie, czyli wpojenie im wiary, wdrożenie do dyscypliny, rozwinięcie poczucia odpowiedzialności, nauczenie ich zasad kultury osobistej, uczciwej pracy, szacunku dla drugiego człowieka?
  • W jakim stopniu formacja uczyniła cię lepszym zięciem, synową, teściem, teściową?
  • Czy widzisz związek między przeżywaną formacją a dobrym, uczciwym wywiązywaniem się z obowiązków zawodowych?
  • W jaki sposób służysz wspólnocie Kościoła? Czy nie jesteś w tym zbyt opieszały? A może przeciwnie – ze służby w parafii, rejonie diecezji uczyniłeś sobie wygodny pretekst, by uciec od właściwego wypełniania obowiązków małżeńskich, rodzicielskich, zawodowych?
  • Na ile formacja rozbudziła w Tobie odpowiedzialność za kraj, w którym żyjesz, za to, czy zasady życia społecznego są w nim zgodne z prawem Bożym?
  • Na ile dojrzałeś do służby? Formacja Domowego Kościoła traci sens, jeśli nie przynosi owoców w postaci naszej coraz większej gotowości do służby. Czy jesteś tego świadomy?!

…bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem (2 Tm 4,7b)

W tym kontekście po raz kolejny zachęcamy: uznajmy wreszcie za coś oczywistego ukończenie formacji podstawowej Domowego Kościoła, na którą – przypomnijmy – składa się głębokie – nie powierzchowne! - przeżycie pierwszego i drugiego roku pracy, oaz rodzin I, II i III stopnia i ORAR I i II stopnia. Trudno pogodzić się z faktem, że zaledwie co szóste małżeństwo (ok. 17%) w Domowym Kościele ukończyło formację podstawową. Jak na wspólnotę wkraczającą w czterdziesty rok swego istnienia jest to zawstydzająco niski odsetek…

Może właśnie tu tkwi klucz do odpowiedzi na pytanie, dlaczego co rusz brakuje chętnych do rozmaitych posług? Może dlatego poszukiwanie kandydatów do posługi par rejonowych, diecezjalnych, czy par moderatorskich na rekolekcje często przypomina swoistą „łapankę”. Czas przestać tolerować sytuacje, w których zadowalamy się tym, że udało się znaleźć jedno małżeństwo gotowe kandydować! Czas skończyć z „wyborami przez aklamację”, które – zauważmy – pozostają w sprzeczności z „Zasadami DK”. Czas skończyć z małodusznym wymawianiem się, że „my nie jesteśmy godni tej posługi”. Nikt nie jest godny żadnej posługi! Pamiętajmy, że jeśli nosimy w sobie przekonanie o swojej „niegodności”, to bardzo dobrze, gdyż właśnie spełniamy pierwszy warunek, aby móc kandydować! Bo posługa to nie szczebel kariery służący wzmocnieniu poczucia własnej wartości, czy poprawiający samopoczucie, lecz bezinteresowne rozdawanie siebie innym ze względu na Królestwo Boże, ze względu na samego Chrystusa!

Przeżycie formacji podstawowej jest też ważne w kontekście zrealizowania jednego z celów całego Ruchu Światło-Życie, którym jest służba w ramach diakonii specjalistycznych na szczeblu centralnym, diecezjalnym, rejonowym, czy – oby nasz Ruch doszedł kiedyś do takiego stopnia rozwoju – parafialnym. Cieszy fakt, że w ostatnich latach obserwujemy proces tworzenia i coraz bardziej dynamicznego funkcjonowania diecezjalnych, a niekiedy i rejonowych diakonii specjalistycznych. W ten sposób wielu członków Ruchu Światło-Życie, w tym liczne małżeństwa z naszej wspólnoty, służą w Kościele na miarę posiadanych talentów i rozeznanego powołania. To dobry kierunek – o ile bowiem na początku formacja polega w głównej mierze na czerpaniu, korzystaniu z posługi innych, o tyle w pewnym momencie musi ona wejść na poziom dawania, dzielenia się z innymi tym, czego Bóg w nas dokonał. Pamiętajmy zresztą (a jeśli tego jeszcze nie doświadczyliśmy, to uwierzmy „na słowo”), że służąc, sami czerpiemy. Kto wie – może właśnie wtedy najbardziej?
Na marginesie tego wątku chcielibyśmy jeszcze zwrócić uwagę na to, by przynależność do danej diakonii specjalistycznej nigdy nie odrywała Was od macierzystej wspólnoty: od kręgu, rejonu, diecezji i Domowego Kościoła jako całości; aby nie wiodła Was ku pokusie lekceważenia, czy podważania autorytetu par odpowiedzialnych. Pamiętajmy: nie da się kochać całego Ruchu Światło-Życie, nie kochając konkretnej jego gałęzi, do której należymy!

Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii! (1 Kor 9,16c)

Pozwólcie, że problem naszej gotowości do służby ujmiemy od jeszcze jednej strony: w kontekście zmagań o zachowanie chrześcijańskiego dziedzictwa naszej Ojczyzny – Polski. Choć każde czasy są „szczególne” i „wyjątkowo trudne”, to wydaje nam się, że o tych, w których nam przyszło żyć, można tak powiedzieć ze zdwojoną mocą. Na naszych oczach trwa walka o przyszłość chrześcijaństwa w Polsce. Właśnie przerabiamy lekcję zapowiadaną przed laty przez ks. Franciszka Blachnickiego, który w latach komunizmu zetknął się z cywilizacją bogatego Zachodu, na żywo obserwując upadek, moralności i rozkład tamtejszych społeczeństw i – dodajmy ze smutkiem - wspólnot kościelnych. Dziś o Niemczech, Francji, Belgii, Holandii, czy Hiszpanii żadną miarą nie da się powiedzieć, że są to kraje chrześcijańskie. Czy Polska musi nieuchronnie przejść tę samą ewolucję? Tym tokiem myślenia zdają się podążać ci, którzy mówią, że „jeszcze mamy pełne kościoły”, „jeszcze większość dzieci przystępuje do I Komunii świętej”, „jeszcze mamy w parafiach kapłanów, a w seminariach kleryków”. „Jeszcze” – szalenie niebezpieczne słowo, które sieje ducha kapitulacji, wlewa przekonanie, że może być tylko gorzej, że to, co najlepsze, mamy już za sobą…
 Otóż nie! Tak wcale nie musi się stać, chociaż nie da się wykluczyć dla Polski takiego czarnego scenariusza. Ale to, czy on się spełni, zależy między innymi od naszego zaangażowania i determinacji, od naszej gotowości, by zacząć wreszcie wydawać owoce formacji, głosząc Chrystusa w naszych domach, zakładach pracy, szkołach, miastach, wioskach – wszędzie, gdzie Bóg nas pośle. Bóg nie powołał nas do klęski, lecz do zwyciężania w Jego imię!

Kończąc wątek służby jako stylu życia członka Domowego Kościoła, pragniemy jeszcze skierować kilka słów do tych spośród nas, którym zaawansowany wiek lub choroba nie pozwalają włączyć się czynnie w życie i działalność naszej wspólnoty. Kochani! Jesteście nam bardzo potrzebni! Jeśli nawet nie macie sił, aby uczestniczyć w rekolekcjach, spotkaniach kręgu, dniach wspólnoty, akcjach ewangelizacyjnych, czy innych wydarzeniach inicjowanych przez Domowy Kościół, to wiedzcie, że nic nie zastąpi daru Waszej modlitwy, cierpień przyjmowanych w ważnych dla nas intencjach i doświadczenia, którym możecie się z nami podzielić! Obyście nigdy nie czuli się odsuwani na margines życia wspólnotowego! Prosimy – wspierajcie nas na miarę Waszych sił i możliwości! Nie opuszczajcie nas ze względu na wiek czy chorobę! Obyście zawsze czuli się otoczeni ze strony Domowego Kościoła należną Wam pamięcią, troską i wdzięcznością!

Członkowie Domowego Kościoła czy sympatycy?

Droga Siostro, drogi Bracie! Drogie małżeństwa i rodziny! W czterdziestym roku istnienia naszej wspólnoty pytamy bez „znieczulenia”: Kim jesteśmy? Członkami Domowego Kościoła, czy tylko jego sympatykami, stojącymi na poboczu drogi i całymi latami narzekającymi, że „charyzmat się nie sprawdza”? Podejmujemy formację, pozwalając Bogu, by nas prowadził, czy tylko bawimy się w przynależność do DK?
Do czego jest nam potrzebny Domowy Kościół? Czy służy jako narzędzie naszej przemiany? A może tylko do dekoracji? Do uspokojenia sumienia, że przecież coś robimy dla Boga – nie tak, jak ci, którzy w ogóle o Nim nie pamiętają?
 Wyzwania tego czasu są takie, że pozostaje coraz mniej miejsca do lawirowania. Nie da się bez końca odwlekać jasnej odpowiedzi na pytanie, jaki jest kierunek naszego życia. Za kim jesteśmy? Za Jezusem, a w takim razie gotowi na przechodzenie "ciasnymi drzwiami” (por. Łk 13,24), czy przeciw Niemu? Trzeba być wyrazistym! Jezus nie pozostawia nam żadnych złudzeń, gdy mówi: Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni, i ani gorący ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust. (Ap 3,15-16).

Obyśmy nie byli jak ów bogaty młodzieniec, który był gotów oddać Bogu bardzo wiele, prawie wszystko. Jednego ci brakuje – usłyszał. – Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną! Lecz on spochmurniał na te słowa – czytamy w Ewangelii - i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości (Mk 10,21-22). Zastanówmy się i my – z jakich „posiadłości” nie potrafimy zrezygnować, mimo długoletniej niekiedy formacji w Domowym Kościele?

  • Jakich wymiarów, dziedzin swego życia jeszcze nie poddaliśmy Jezusowi?
  • Co ciągle zachowujemy tylko dla siebie?
  • Od jakich spraw w swoim życiu Go odsuwamy?
  •  W jakich chwilach zatrzaskujemy przed Nim drzwi?
  • O których elementach drogi formacyjnej DK mówimy: „Wszystko inne – tak, ale to – nigdy!”?

Jak nazwać efekty takiej formacji? Czy są to owoce? A może tylko ogryzki? W zamyśle Jezusa ma być zupełnie inaczej! Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz trwał (J 15,16). Owoc! Zdrowy owoc! Nie nadgniły, wybrakowany, drugiej, trzeciej jakości!
 Kochani! W czterdziestym roku istnienia Domowego Kościoła odbijmy wreszcie od brzegu! Przestańmy brodzić w płytkiej wodzie! Wypłyńmy na głębię! Zacznijmy owocować!

W imieniu kręgu centralnego Domowego Kościoła

Beata i Tomasz Strużanowscy
Para krajowa

Ks. Marek Borowski
DK Moderator krajowy DK

LIST KRĘGU CENTRALNEGO DK DO MAŁŻEŃSTW I KAPŁANÓW ODPOWIEDZIALNYCH ZA DOMOWY KOŚCIÓŁ

na rok formacyjny 2011/2012

 

Droga wspólnoto Domowego Kościoła!

Tegoroczny list kręgu centralnego powstał w radosnym czasie beatyfikacji Jana Pawła II – papieża, który szczególnie mocno zaakcentował prawdę o sakramentalnym wymiarze małżeństwa i niezastąpionej roli rodziny w życiu społeczeństwa, narodu i państwa. Niech bezkompromisowość, z którą głosił te treści, nie bacząc na to, czy wzbudzi aplauz czy protesty, będzie dla nas wezwaniem do radosnego, odpowiedzialnego, odważnego i konsekwentnego wypełniania naszego powołania. Obowiązkiem chwili jest obrona małżeństwa i rodziny jako rzeczywistości, dla których nie ma i nigdy nie będzie alternatywy! Nic nas nie może z tego zwolnić. Trzeba to przy tym czynić w sposób pozytywny, nie tyle wchodząc w polemiki, ile ukazując – własnym przykładem! - piękno życia małżeńskiego i rodzinnego.

Cieszymy się również z tego, że doroczne majowe spotkanie kręgu centralnego przeżyliśmy w Centralnym Domu Rekolekcyjnym Domowego Kościoła w Krościenku przy ul. Jagiellońskiej 100 – w miejscu, o którym wszyscy członkowie wspólnoty mogą powiedzieć: „To nasz dom”.

Tematyka corocznych (wydawanych od 2007 r.) listów kręgu centralnego dotyka istoty obecności i formacji w Domowym Kościele, gałęzi rodzinnej Ruchu Światło-Życie. Wszystkich członków DK, zwłaszcza podejmujących posługi na rzecz wspólnoty, gorąco zachęcamy – wręcz zobowiązujemy! - do uważnej, wielokrotnej lektury tych listów. Przypominamy, że są one dostępne na stronie internetowej DK – zakładka „Formacja” (www.dk.oaza.pl).

TEGOROCZNY TEMAT:
DROGA FORMACJI W DOMOWYM KOŚCIELE

DK łączy w sobie charyzmaty Ruchu Światło-Życie i międzynarodowego ruchu małżeństw katolickich Equipes Notre-Dame (END), tworząc właściwą dla siebie drogę.

„Zasady DK”, pkt 2

Po starannym, trwającym dłuższy czas rozeznaniu, krąg centralny podjął decyzję, że list na rok formacyjny 2011/2012 będzie poświęcony drodze formacji w Domowym Kościele.

Zdecydowaliśmy tak, ponieważ:

  • musimy mieć całościową wizję naszej drogi formacyjnej, czyli znać odpowiedź na pytanie, skąd, którędy i dokąd ona prowadzi;
  • musimy sobie zdać pełniej sprawę z tego, jakim ona jest skarbem – często niedocenianym przez członków DK;
  • potrzebujemy zachęty, by nie zatrzymywać się na tej drodze; by bez ociągania przeżywać formację podstawową DK, nie zniechęcając się przeszkodami, zarówno obiektywnymi, niezależnymi od nas, jak i subiektywnymi, wynikającymi z naszych słabości i ograniczeń;
  • potrzebujemy głębszego zrozumienia, że poszczególne etapy formacji w DK nie mogą być przedmiotem „zaliczania”, lecz powinny być przeżyte, tzn. rzeczywiście i na trwale przemieniać nasze życie w wymiarze osobistym, małżeńskim, rodzinnym, zawodowym, społecznym i wspólnotowym. 

DROGA FORMACJI – 
REFLEKSJA NAD ZNACZENIEM TYCH SŁÓW


Czym jest droga w naszym codziennym doświadczeniu?

Droga umożliwia przemieszczenie się z jednego miejsca w drugie. Ma swój początek, punkty pośrednie i cel. Podróżując, zazwyczaj wybieramy taką drogę, która daje największe szanse bezpiecznego dotarcia do miejsca przeznaczenia. Bez wyraźnej potrzeby nie zbaczamy z drogi; nie korzystamy też z dróg niepewnych, wystawiających na ryzyko osiągnięcie celu podróży.

Wierne podążanie drogą nie krępuje wolności podróżującego, nie uwłacza jego zdolnościom i umiejętnościom, nie pomniejsza jego inteligencji. Przeciwnie – gwarantuje bezpieczeństwo i racjonalne zużycie sił. Mądry podróżnik z wdzięcznością przyjmuje znaki drogowe i jest im posłuszny. Nie pogardzi też pomocą przewodnika.

Z kolei „formować” to znaczy nadawać czemuś określoną formę, kształtować, ulepszać to, co niedoskonałe, mając przed oczami pewien wzorzec, ideał.

W Domowym Kościele otrzymujemy propozycję wejścia na duchową drogę, która:

  • ma swój konkretny punkt wyjścia (nasza obecna sytuacja życiowa);
  • ma punkty pośrednie (kolejne etapy formacji);
  • ma swój cel (świętość małżeńska i skuteczny katechumenat rodzinny, a w ostatecznej perspektywie – zbawienie, życie wieczne dla mnie i współmałżonka oraz naszej rodziny). 

Co więcej, propozycja ta zakłada, że możemy liczyć na pomoc doświadczonych przewodników (kapłanów i małżeństw pełniących posługi na różnych szczeblach) oraz współtowarzyszy podróży (wszyscy członkowie wspólnoty).


FORMACJA W DOMOWYM KOŚCIELE:
CEL, ETAPY I KRYTERIA DOJRZAŁOŚCI

Uwaga! Zanim przejdziecie do lektury dalszej części tego listu, prosimy Was o przeczytanie punktu 18 i 19 „Zasad DK”, które prezentują przebieg pracy formacyjnej w Domowym Kościele.

Formacja całego Ruchu Światło-Życie, a zatem również Domowego Kościoła, nawiązuje do doświadczenia wypracowanego przez Kościół pierwszych wieków, który najpierw w ramach katechumenatu dokonywał inicjacji, a później starał się prowadzić chrześcijanina do dojrzałego życia duchowego. Nawiązując do tych doświadczeń, ks. Franciszek Blachnicki na podstawie Obrzędów chrześcijańskiego wtajemniczenia dorosłych (Ordo initiationis christianae adultorum) wyróżnił trzy etapy na drodze ku dojrzałości chrześcijańskiej, nadając im konkretną postać w systemie formacyjnym Ruchu. Odpowiadają im kryteria dojrzałości, określające, co powinniśmy przeżyć, zrozumieć, doświadczyć, przyjąć i zastosować w naszym życiu na danym etapie formacji.

Być dojrzałym w sensie chrześcijańskim znaczy w każdej sytuacji życiowej, w każdym momencie, w każdym okresie swojego życia żyć zgodnie z wolą Bożą. 

Ks. Franciszek Blachnicki


1. Ewangelizacja

Celem tego etapu jest doprowadzenie do osobistego spotkania z Jezusem i przyjęcia Go przez wiarę w Duchu Świętym jako swojego Pana i Zbawiciela. Dokonuje się to zazwyczaj podczas rekolekcji ewangelizacyjnych. Temu celowi służą również spotkania w kręgu na etapie ewangelizacji. Także pierwsze cztery dni oazy I stopnia mają na celu pogłębienie i odnowienie tej decyzji pójścia za Jezusem i oddania Mu swego życia.

Konsekwencją tej decyzji jest wkroczenie na drogę ucznia Jezusa – naśladowania Jego sposobu życia. Kolejne 10 dni oazy I stopnia wprowadza uczestników w to doświadczenie. Podczas spotkań w kręgu na etapie pilotowania mamy szansę pogłębić swoje pragnienie pójścia tą drogą - drogą do świętości w jedności ze współmałżonkiem.

Kryterium dojrzałości na tym etapie

(…) trzeba przeżywać swoje chrześcijaństwo jako osobistą relację do Chrystusa w Duchu Świętym. Jeżeli ktoś nie zdobędzie tego osobistego stosunku do Chrystusa (…), to trudno mówić o dojrzałym chrześcijaninie. To jest próg, który trzeba przejść, żeby wejść w perspektywę dojrzałego życia chrześcijańskiego. 

Ks. Franciszek Blachnicki



2. Katechumenat (deuterokatechumenat)

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa Kościół ustanowił katechumenat jako czas przygotowania dorosłych do przyjęcia chrztu. Ponieważ w Ruchu najczęściej mamy do czynienia z ludźmi ochrzczonymi, ks. Blachnicki postawił jako cel ponowne (stąd „deuterokatechumenat”, czyli powtórny katechumenat) i świadome odkrycie powołania chrześcijańskiego, wynikającego z faktu przyjęcia chrztu. Etap ten koncentruje się na słowie Bożym, modlitwie, liturgii, przeżywaniu Kościoła–wspólnoty i dawaniu świadectwa w środowisku codziennego życia. Na tym etapie formacja ma stopniowo prowadzić ku coraz głębszemu zakorzenieniu naszego codziennego życia w tajemnicy męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Zewnętrznym wyrazem staje się postawa świadectwa, a zwłaszcza – bezinteresownej służby. Uprzywilejowanym czasem wchodzenia w powyższe treści jest oaza II stopnia oraz spotkania w kręgu według programu I i II roku pracy, a także rekolekcje ORAR I i II stopnia.

Kryterium dojrzałości na tym etapie

Modlitwa osobista związana z praktyką Namiotu Spotkania to jest istotna cecha dojrzałości chrześcijańskiej. Chrystus jest tak bardzo żywą dla chrześcijanina Osobą, że potrafi z Nim rozmawiać „twarzą w twarz” (…). Relacja do Chrystusa jako Osoby dokonuje się przez Słowo Boże. (…) Jeśli potrafię żyć Słowem Bożym, jeżeli jest ono dla mnie normą działania i źródłem konfrontacji życia, dopiero wtedy jest to dojrzałe chrześcijaństwo (…). Następnym elementem określającym dojrzałe życie chrześcijańskie jest liturgia – miejsce mojego osobowego spotkania z Bogiem (…). Relacje osobowe z Bogiem muszą być transponowane na płaszczyznę relacji międzyludzkich. Jeżeli potrafię spotykać się z innymi i przeżywać jedność dlatego, że jesteśmy w Chrystusie jedno, że jesteśmy przez Niego wezwani i że wszyscy żyjemy Jego Słowem – to tylko taka wspólnota jest wspólnotą chrześcijańską. 

Ks. Franciszek Blachnicki

 

3. Etap mistagogii i diakonii we wspólnocie

Mistagogia jest czasem pogłębiania i urzeczywistnianiem tego, co odkryliśmy i doświadczyliśmy w procesie formacji, odnośnie własnego powołania i wspólnoty, w której żyjemy: małżeństwa, rodziny, kręgu, Ruchu, całego Kościoła. Szczególnym czasem wchodzenia w te tajemnice jest oaza III stopnia, zaś dowodem autentycznego ich przeżycia – podjęcie służby (diakonii) we wspólnocie Kościoła, do której przygotowują nas również różnego rodzaju rekolekcje i sesje specjalistyczne (sesja o pilotowaniu kręgów, ORDR I i II stopnia, rekolekcje dla par diecezjalnych i rejonowych).

Postawa diakonijna jest owocem formacji w DK i dowodem na to, że przebiega ona prawidłowo. Kto chce iść za Chrystusem-Sługą, winien Go naśladować. Chrystus-Sługa, Ten, który nie przyszedł po to, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać siebie na okup za wielu – oto nasz wzór, nasz ideał. To On uzdalnia nas i napełnia odwagą do tego, by jako styl naszego życia obrać służbę żonie, mężowi, dzieciom, rodzicom, rodzeństwu, współpracownikom, braciom i siostrom we wspólnocie.

Jest wiele płaszczyzn, na których pokazuje się wartość naszej formacji: służba rozumiana jako spełnianie woli Bożej; wielkoduszność i odwaga w odpowiadaniu na Boże zaproszenie do służby; radość z pełnionej służby, a nie cierpiętnictwo; otwartość na służbę na każdym etapie naszego życia, także w późnej starości, kiedy możemy służyć już tylko (a może właśnie aż?) modlitwą; służba pełniona z miłością, a nie z obowiązku; służba wolna od szukania własnego wywyższenia, odporna na pokusę sprawowania władzy – oto niektóre przejawy dojrzałej postawy diakonijnej.

Jakże smutno w tym kontekście wyglądają przypadki, gdy ktoś rozmyślnie nie przeżywa formacji podstawowej, aby nie spełnić formalnych warunków, które pozwoliłyby podjąć posługę pary animatorskiej, rejonowej, diecezjalnej…

Kryterium dojrzałości na tym etapie

Istotnym elementem dojrzałości chrześcijańskiej jest poczucie odpowiedzialności za innych we wspólnocie. A więc to, co się wiąże z pojęciami „diakonia” i „misja”. Na każdym etapie życia chrześcijańskiego musi występować ten element: nie możemy wystarczyć tylko sobie, ale czujemy się odpowiedzialni. (…) Jest to postawa diakonijna

Ks. Franciszek Blachnicki


ZOBOWIĄZANIA – PRZYWILEJ, A NIE KAJDANY

Wszyscy bez wyjątku doświadczamy, że wierna realizacja zobowiązań bywa bardzo trudnym zadaniem. Bez obawy można zaryzykować stwierdzenie, że w Domowym Kościele nie ma małżeństwa, które mogłoby o sobie powiedzieć, że zawsze, w sposób wierny, bez żadnych uchybień realizuje wszystkie z nich.

Co więcej, musimy odróżnić dwie płaszczyzny: formalne wypełnianie zobowiązań i przenikanie ich ducha w nasze życie. Bo można codziennie się modlić – i nie traktować tej modlitwy jako spotkania z moim Panem, jako poszukiwania Jego woli; można co miesiąc odbywać dialog małżeński – i nie wzrastać we wzajemnej jedności, w zrozumieniu i miłości; można co roku jeździć na rekolekcje – i nie przeżyć, nie zastosować do swojego życia treści, które wypełniają ich program. Można formalnie realizować wszystkie zobowiązania i nadal być kiepskim mężem, żoną, ojcem, matką, szefem, pracownikiem, sąsiadem, animatorem…
Widać zatem, że istota sprawy nie tkwi w poprawnym, czy wręcz idealnym od strony formalnej realizowaniu zobowiązań, ile w wykorzystaniu ich jako narzędzi umożliwiających nasze nieustanne nawrócenie, duchowy wzrost. Realizacja zobowiązań nie ma większego sensu, jeśli w efekcie nie przybliża nas do Boga i do drugiego człowieka.

Ważne przy tym jest to, abyśmy w zobowiązaniach nie upatrywali ciężaru, który najchętniej zrzucilibyśmy z naszych pleców, lecz DAR, SZANSĘ, UŻYTECZNE NARZĘDZIE, oszczędzające nam trudu wyważania otwartych drzwi w naszym życiu duchowym. Poczytujmy je sobie za PRZYWILEJ, a nie kajdany! Realizacja zobowiązań „męczy” tak długo, dopóki słowa „musimy” nie zamienimy na „chcemy”…

Nie zniechęcajmy się, jeśli realizacja zobowiązań nam nie wychodzi. Prawdziwym problemem jest ich negacja lub wybiórcze traktowanie. Założenie z góry, że nie będziemy realizowali jednego, kilku lub wszystkich zobowiązań, praktycznie przekreśla sens naszej obecności w Domowym Kościele. Małżeństwo, które świadomie odrzuca te założenia, albo nie chce podejmować wszystkich zobowiązań - nie może należeć do kręgu – czytamy w „Zasadach DK”, pkt 22. 

SZCZEGÓLNE ZNACZENIE REKOLEKCJI

Niezliczone świadectwa uczestników rekolekcji Domowego Kościoła to najlepszy dowód na to, jak dużo Pan Bóg potrafi uporządkować w krótkim czasie. W ciągu kilku, kilkunastu dni dokonuje w człowieku zmian, na które w codziennym życiu trzeba lat, na które niekiedy nie starcza całego życia.

Francuskie słowo oznaczające rekolekcje (retraite) oznacza jednocześnie „odejście”, „zacisze”, „oddalenie”. Trzeba odejść od codziennego życia, codziennych kłopotów i trosk, aby poświęcić czas Bogu, spojrzeć w Jego świetle na swoje życie, osobiste, małżeńskie, rodzinne, ustawić to życie w Nim i według Niego. Rekolekcji nie wystarczy tylko wysłuchać, wziąć w nich udział, być na nich obecnym, ale trzeba je odprawić, tzn. nauki wysłuchane przemyśleć, przemodlić, przedyskutować, zastosować do siebie, wprowadzić w czyn.

„Domowy Kościół. List do wspólnot rodzinnych”, nr 5

Oczywiście – z wyjazdem na 15-dniowe rekolekcje wiążą się tzw. przeszkody obiektywne. Bo przecież rzeczywiście ciężko jest o urlop, bo ciągle nie starcza pieniędzy, bo trzeba opiekować się kimś chorym w rodzinie, sąsiedztwie, bo ktoś pracuje na roli i latem nie może zostawić gospodarstwa. Jest zatem w tym wszystkim jakaś próba naszej wiary. Jeśli rzeczywiście nie sposób ominąć tych przeszkód, to widocznie taka jest wola Boża, byśmy odłożyli wyjazd na dogodniejszy czas. Ale może jest zupełnie odwrotnie – może chwytamy się każdego pozoru, każdej wymówki, by przetrzymać bez rekolekcji jeszcze jeden rok? Czy 60 procent członków DK – ponad połowa spośród nas! - którzy co roku nie biorą udziału w żadnych rekolekcjach (nawet krótkich, kilkudniowych!), naprawdę zatrzymują w domu nieusuwalne, niezależne od nich przeszkody?

Warto przy tym podkreślić: nikt nie oczekuje od nas, że w 15- dniowych oazach będziemy uczestniczyli co roku. Oczywiście, warto je powtarzać, gdyż za każdym razem odkryjemy coś nowego – wszak w życiu duchowym niczego nie da się zdobyć „raz na zawsze”. Trzeba jednak określić pewne minimum: jest nim uczestnictwo przynajmniej raz w oazie pierwszego, drugiego i trzeciego stopnia, a przy tym przeżycie tych rekolekcji w taki sposób, aby Pan Bóg mógł nas dotknąć, przemienić.

Trzeba uwierzyć, że Pan Bóg zatroszczy się o właściwy moment, warunki, że On ma moc dobrze usposobić pracodawcę, zapewnić pieniądze na pokrycie kosztu. A może trzeba rzecz lepiej zaplanować? Może trzeba poprosić o dłuższy urlop nie zaraz, natychmiast, lecz za dwa, trzy, cztery lata? Może trzeba przyznać się do Chrystusa i wprost umotywować prośbę o urlop pragnieniem wyjazdu na rekolekcje? Tego typu pytania można mnożyć. Wydaje się, że niezależnie od tego, jak wielkie byłyby te trudności, to i tak podstawowe pytanie brzmi: „Czy chcemy?”. Czy szczerze modlimy się o możliwość wyjazdu na 15-dniową oazę i o usunięcie przeszkód? Czy w ogóle się o to modlimy?

Trzeba tu dodać jeszcze jedno: na drodze formacyjnej Domowego Kościoła nie wystarczy udział w jakichkolwiek rekolekcjach, byleby tylko uczynić zadość zobowiązaniu. Bądźmy konsekwentni: wstępując do wspólnoty zdecydowaliśmy się na drogę, która – w przemyślany, logiczny, nieprzypadkowy sposób – prowadzi od punktu do punktu w stronę określonego celu. Te punkty to (oprócz I i II roku pracy w kręgu) oazy I, II i III stopnia (przeżyte po kolei!), a także ORAR I i II stopnia. To kamienie milowe naszej formacji! Rekolekcje te na pewno mają pierwszeństwo przed rekolekcjami tematycznymi, które w formacji pełnią rolę dopełniającą, ubogacającą.

DROGA FORMACYJNA DOMOWEGO KOŚCIOŁA
ZAWIERA W SOBIE CHARYZMAT RUCHU ŚWIATŁO-ŻYCIE

Pamiętajmy, że każdy członek Domowego Kościoła jest zarazem członkiem Ruchu Światło-Życie, powołanym do tego, by w swoim życiu coraz pełniej realizować formułę Światło-Życie oraz idee Nowego Człowieka, Nowej Wspólnoty i Nowej Kultury. Jest też zachęcany do „czegoś więcej”, do pójścia „krok dalej”: do uczestnictwa w szczególnym dziele miłości, którym jest Krucjata Wyzwolenia Człowieka. Mając na względzie, że powyższe tematy zostaną podjęte szeroko w kolejnych numerach „Listu DK”, nie rozwijamy tutaj szerzej tego wątku.

NIEKTÓRE PUŁAPKI NA DRODZE FORMACJI

Nieposłuszeństwo
My wiemy lepiej, którędy i w jakim tempie iść; z formacji Domowego Kościoła czerpiemy tylko to, co uważamy za słuszne i nam przydatne. Nie damy się wtłoczyć w schematy, bo one niszczą naszą wolność, oryginalność, niepowtarzalność. A my jesteśmy tacy nietypowi…

Gdy tak mówimy, wcale nie jesteśmy nietypowi. Tworzymy tłum. Bo dzisiaj coraz mniej jest ludzi skłonnych do posłuszeństwa, do zawierzenia tym, którzy mają większe doświadczenie i pragną się nim podzielić, zaoszczędzić nam próżnego błądzenia. Wręcz przeciwnie - jesteśmy typowi: nieskłonni do uznawania autorytetów, nieskorzy do uwierzenia, że jeśli dokonamy takiego czy innego wyboru, to się poparzymy, bo inni dawno przed nami już popełnili te same błędy, które my teraz, w imię swej „oryginalności” i „niepowtarzalności” upieramy się powielać. Oczywiście – mamy wolną wolę i niezbywalne prawo do wyboru drogi, którą pragniemy podążać na szczyt. Ale nie nazywajmy tego oryginalnością, nietypowością, niepowtarzalnością. Dziś, w czasach kwitnącego indywidualizmu, pogoni za wyróżnieniem się z tłumu za wszelką cenę, na miano to zasługują raczej pokora, posłuszeństwo i zawierzenie.

Lenistwo
Bo wymagania są zbyt duże…

Pycha
To my jesteśmy na tej drodze najważniejsi. Wszyscy i wszystko ma służyć temu, byśmy mogli się dowartościować…

„Zasłużeni”
Należą nam się szczególne względy, bo przecież tyle zrobiliśmy dla wspólnoty, tyle poprowadziliśmy rekolekcji, tyle kręgów pilotowaliśmy…

Smutek
Nie widzimy w tej drodze nic radosnego, lecz tylko same wymagania, w dodatku w większości - nierealne. A przecież trzeba związać koniec z końcem, utrzymać rodzinę, stawić czoła przeciwnościom…

Błędna motywacja
W naszym kręgu jest „fajnie”. Można tu sobie pogadać, wymienić poglądy, spędzić miło czas…

„Zasady DK” mówią inaczej: małżeństwa gromadzą się w imię Chrystusa - dla Niego i z miłości do Niego, aby Go wspólnie odnajdywać i trwać przy Nim w swoim życiu codziennym. Oto pierwszy, najważniejszy powód, dla którego gromadzimy się w Domowym Kościele. Jeśli na plan pierwszy wysuwa się jakikolwiek inny powód – nasza formacja traci sens.

Brak jedności
Jestem w Domowym Kościele, bo moja żona tak bardzo chciała…
Jest to droga dla obojga: męża i żony. Tu nie wystarczy dobra wola jednego z małżonków, przy oporze lub zgodzie dla „świętego spokoju” ze strony drugiego.

Zniechęcenie
Skoro nie widzimy celu drogi (bo nadal daleko nam do świętości osobistej i małżeńskiej), to po co się trudzić?

TRZEBA DOKONAĆ ŚWIADOMEGO WYBORU!

Nieustanna formacja to warunek owocnego życia chrześcijańskiego. Niezależnie od tego, czy dokonuje się ona w kapłaństwie, życiu konsekrowanym, w małżeństwie, czy w pojedynkę, człowiek musi dokonać jakiegoś wyboru i wejść na konkretną drogę rozwoju duchowego. Przypomina to sytuację znaną dobrze miłośnikom górskich wędrówek: na szczyt prowadzi wiele szlaków, a jeśli ktoś chce – to i ścian wspinaczkowych. Warunek jest jeden: trzeba się zdecydować na którąś z dróg, a wybrawszy - należy się jej trzymać i konsekwentnie nią podążać, nie zbaczając na bok pod wpływem chwilowych impulsów czy kaprysów, w imię źle pojętej spontaniczności. Wierne, wytrwałe podążanie raz obraną drogą jest najlepszą gwarancją dotarcia na szczyt.

Droga formacyjna w Domowym Kościele to jedna z wielu propozycji dla małżonków. Nie twierdzimy, że dla sakramentalnego małżeństwa nie ma innych dróg wiodących do świętości, choć trzeba przyznać, że niewiele jest propozycji tak przemyślanych, głębokich i wymagających. Wstąpiwszy na nią, nie warto oglądać się wstecz, nie warto stać, nie warto dreptać w miejscu, nie warto zawracać. IDĄC WYTRWALE DO PRZODU, MOŻEMY PRZEŻYĆ – WE DWOJE – WSPANIAŁĄ PRZYGODĘ DUCHOWĄ I WYGRAĆ WIECZNOŚĆ.

Wszystkie małżeństwa i rodziny DK oraz kapłanów-doradców duchowych oddajemy w opiekę Niepokalanej Matki Kościoła, przez wstawiennictwo Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego.

W imieniu kręgu centralnego Domowego Kościoła
Beata i Tomasz Strużanowscy
Para krajowa DK 

Ks. Marek Borowski
Moderator krajowy DK

o. FranciszekW związku ze zbliżającą się rocznicą chcemy jeszcze raz przypomnieć i przybliżyć postać naszego Założyciela. W głównych oazowych serwisach internetowych - w tym także i u nas, poniżej - będą się przez najbliższy miesiąc ukazywać artykuły poświęcone ks. Blachnickiemu i wspomnienia o Nim. Zapraszamy do lektury. Niech zdopingują nas do jeszcze bardziej gorliwej modlitwy o beatyfikację naszego Założyciela.

Czytaj więcej...

Założycielem Ruchu Światło-Życie jest sługa Boży, ks. Franciszek Blachnicki

24 marca 1921 - Franciszek Blachnicki rodzi się w Rybniku jako siódme dziecko Józefa i Marii Blachnickiej z domu Miller.

wrzesień 1939 - Bierze czynny udział w kampanii wrześniowej.

24 czerwca 1940 - Po śledztwie i pobycie w areszcie śledczym w Tarnowskich Górach zostaje wraz z pierwszą grupą więźniów śląskich osadzony w obozie koncentracyjnym w Auschwitz jako więzień nr 1201. 

19 września 1941 - Zostaje przeniesiony do więzienia śledczego w Zabrzu, później w Katowicach.

30 marca 1942 - Śledztwo kończy się procesem, na którym zostaje skazany na karę śmierci za działalność konspiracyjna przeciw hitlerowskiej Rzeszy.

17 czerwca 1942 - Na oddziale skazańców B-1 w Katowicach dokonuje się nagłe, cudowne nawrócenie na Franciszka Blachnickiego na osobowa wiarę w Chrystusa, połączone z decyzją oddania życia na służbę Bogu.

14 sierpnia 1942 - Zostaje ułaskawiony, karę śmierci zamienia mu się na 10 lat wiezienia do odsiedzenia po zakończeniu wojny.

17 kwietnia 1945 - Zostaje wyzwolony przez armie amerykańską wraz z całym obozem w Lengenfeld.

6 sierpnia 1945 - Składa podanie z prośbą o przyjęcie do Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie.

1945-50 - Uczy się i formuje w seminarium duchownym, osiąga wyniki celujące i bardzo dobre. Interesuje się psychologią religii, liturgiką i mariologią.

25 czerwca 1950 - Przyjmuje święcenia kapłańskie z rąk bp. Stanisława Adamskiego w kościele św. Piotra i Pawła w Katowicach.

lipiec-sierpień 1951 - Prowadzi rekolekcje dla ministrantów w Kokoszycach i Lublińcu. Zmienia tradycyjny program rekolekcji na bardziej dostosowany do dzieci wprowadzając naukę ministrantury, gry, zabawy, wycieczki itp.

1951-1952 - Wypracowuje pierwszy program rekolekcji przeżyciowych dla dzieci.

10-14 sierpnia 1952 - Prowadzi rekolekcje dla dzieci, pojawia się określenie „Oaza Dzieci Bożych”.

19 lipca – 1 sierpnia 1954 - W Bibieli koło Tarnowskich Gór prowadzi po raz pierwszy dwutygodniową Oazę Dzieci Bożych dla ministrantów.

4-20 lipca 1955 - W Stryszawie prowadzi po raz pierwszy 15-dniową Oazę Dzieci Bożych opartą o tajemnice różańca.

1952-1956 - W czasie wysiedlenia biskupów diecezji katowickiej bierze udział w pracach tajnej kurii popadając w konflikt z ówczesnym wikariuszem kapitulnym zarządzającym diecezja, ks. infułatem Janem Piskorzem.

sierpień 1955 - Przeżywa swoje rekolekcje prowadzone przez ks. Karola Wojtyłę w Krakowie.

8 września 1957 - Proklamuje w Piekarach społeczną akcję przeciwalkoholową „Krucjata Trzeźwości” (od 10 sierpnia 1958 – „Krucjata Wstrzemięźliwości”). Ruch w przeciągu trzech lat mobilizuje ponad sto tysięcy osób dorosłych na terenie całego kraju do podjęcia abstynencji ofiarowanej jako ekspiacja w intencji osób uzależnionych od alkoholu. Ks. Franciszek Blachnicki naraża się swymi działaniami na nieustanne szykany ze strony władz PRL.

29 sierpnia 1960 - Służba Bezpieczeństwa likwiduje Centrum Krucjaty Wstrzemięźliwości.

19 lipca 1961 - Skazany na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata.

lato 1961 - Kuria Diecezjalna spełnia prośbę Blachnickiego i kieruje go na studia z teologii pastoralnej na KUL do Lublina. Studia umożliwiają mu pogłębienie i uporządkowanie duszpasterskich doświadczeń z lat pięćdziesiątych. Okres ten owocuje licznymi publikacjami z teologii pastoralnej, liturgiki i katechetyki. W tym czasie tworzą się też podwaliny Ruchu Światło-Życie.

1967 - Zostaje mianowany Krajowym Duszpasterzem Służby Liturgicznej, wypracowuje koncepcje i metody posoborowej formacji służby liturgicznej.

8 czerwca 1979 - Doprowadza do uroczystego proklamowania dzieła Krucjaty Wyzwolenia Człowieka w Nowym Targu podczas 1. pielgrzymki papieża Jana Pawła II do Polski.

1980 - Tworzy plan Wielkiej Ewangelizacji „Ad Christum Redemptorem” dotarcia z Ewangelią do każdego człowieka w Polsce.

10 grudnia 1981 - Wyjeżdża do Rzymu, by kontynuować prace związane z zainicjowanym przez niego Kongresem Ruchów Odnowy i tam zastaje go stan wojenny.

1982 - Osiada w polskim ośrodku „Marianum” w Carlsbergu (RFN), gdzie rozpoczyna organizowanie Międzynarodowego Centrum Ewangelizacji Światło-Życie. Prowadzi tam prace duszpasterską wśród polskich emigrantów. 

czerwiec 1982 - Zakłada Chrześcijańską Służbą Wyzwolenia Narodów – stowarzyszenie skupiające Polaków i przedstawicieli innych narodów Europy Środkowo-Wschodniej wokół idei suwerenności wewnętrznej i jedności narodów w walce o wyzwolenie. Nawiązuje kontakty ekumeniczne z różnymi wspólnotami chrześcijańskimi i ruchami odnowy.

27 lutego 1987 - Umiera nagle w Carlsbergu.

17 lutego 1994 - Zostaje odznaczony pośmiertnie Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

5 maja 1995 -  Otrzymuje pośmiertnie Krzyż Oświęcimski.

9 grudnia 1995 - Rozpoczyna się jego proces beatyfikacyjny.

1 kwietnia 2000 - Doczesne szczątki Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego zostają przeniesione do Krościenka nad Dunajcem.

źródło: wruchu.oaza.pl {jcomments off}

O Ruchu Światło-Życie

Ruch Światło-Życie jest jednym z ruchów odnowy Kościoła według nauczania Soboru Watykańskiego II. Gromadzi ludzi różnego wieku i powołania: młodzież, dzieci, dorosłych, jak również kapłanów, zakonników, zakonnice, członków instytutów świeckich oraz rodziny w gałęzi rodzinnej, jaką jest Domowy Kościół.

Poprzez odpowiednią dla każdej z tych grup formację Ruch Światło-Życie wychowuje dojrzałych chrześcijan i służy odnowie Kościoła przez przekształcanie parafii we wspólnoty wspólnot.

Znakiem Ruchu Światło-Życie jest symbol i słowa ΦΩΣ ΖΩΗ (czyt. fos-zoe) - greckie słowa „światło” i „życie”, krzyżujące się na literze „omega”, która tutaj jest symbolem Ducha Świętego (jako tego, który jest wszystkim) i ułożone w kształt krzyża. Popularna nazwa tego symbolu to foska.

Struktura ruchu jest zgodna ze strukturą Kościoła. Małe grupy, do których należą uczestnicy Ruchu, zasadniczo tworzą jego wspólnotę w parafii. Wspólnoty Ruchu utrzymują ze sobą łączność spotykając się na Dniach Wspólnoty.

Odpowiedzialność za całość Ruchu sprawuje Moderator Generalny Ruchu Światło-Życie. Na szczeblu kraju, diecezji i parafii odpowiedzialność pełnią moderatorzy krajowi, diecezjalni i parafialni. Każdy moderator pełni swą posługą wraz z zespołem diakonii. Odpowiedzialność za Ruch podejmują zarówno osoby świeckie, jak i duchowne.

Kapłani w Ruchu spełniają rolę moderatorów, a nie należący do niego - opiekunów. Spoczywa na nich odpowiedzialność za duchową formację uczestników Ruchu i pozostawanie w jedności z Kościołem powszechnym.

Początki historii Ruchu sięgają pierwszej oazy, która odbyła się w r. 1954. Ruch Światło-Życie rozwinął się z oaz - rekolekcji zamkniętych prowadzonych metodą przeżyciową. Przed rokiem 1976 Ruch był znany pod nazwą „Ruch oazowy”, „Ruch Żywego Kościoła”.

Twórcą oazy, założycielem Ruchu i pierwszym moderatorem krajowym był ks. Franciszek Blachnicki (24 III 1921 - 27 II 1987).

 

O formacji w Ruchu Światło-Życie

Formacja ma nas pobudzać do wysiłku kształtowania w sobie określonych postaw i proponuje środki dostosowane do powołania. Pozwalają one harmonijnie dążyć do świętości, tak, aby rozwijała się relacja do Boga i do drugiego człowieka.

Formacja dorosłych była czymś oczywistym w pierwszych wiekach Kościoła, natomiast przez następne stulecia mówiło się o niej stosunkowo niewiele. Początkowo obowiązek odpowiedzialności za formację dojrzałych chrześcijan spoczywał na wspólnocie, później przeszedł on na rodzinę. W sytuacji, kiedy rodzina się stopniowo z tego obowiązku wycofuje w związku z rozwojem szkolnictwa, dochodzi do zaniedbywania tego procesu.

Ksiądz Blachnicki często wspominał o starej łacińskiej zasadzie: „Agere sequitur esse” – „Działanie wypływa ze świadomości”. Działanie świeckich, ich poczucie odpowiedzialności za Kościół, wypływa ze świadomości chrztu i bierzmowania oraz rozwoju wiary, nadziei i miłości. Tylko wiara i świadomość wiary rozwija siły drzemiące w sakramencie chrztu.

To właśnie dlatego celem ruchu założonego przez ks. Franciszka Blachnickiego stało się prowadzenie ludzi do dojrzałości chrześcijańskiej. Bez dojrzałości sakramenty pozostaną nieskuteczne. To jest zadaniem deuterokatechumenatu. Jego następstwem jest świadomość odpowiedzialności za Kościół.

Dojrzałość chrześcijańska

Dojrzałości chrześcijańskiej nie osiąga się wraz z jakimś określonym wiekiem lub z jakimś stanem rozwoju intelektualnego. Dojrzałość chrześcijańska jest to dojrzałość życiowa osiągana przez całe życie.

Człowiek dojrzały umie przyjąć swoją grzeszność: będzie się zmagał ze swoją słabością i będzie umiał z niej powstać ze świadomością, że wciąż jest w drodze do świętości. Będzie uczył się postawy zaufania Bogu, podstawą bowiem wszelkiego grzechu jest brak zaufania Panu Bogu.

Droga osiągania dojrzałości chrześcijańskiej

Poniższe elementy określają życie chrześcijanina we wspólnocie z Bogiem i z braćmi w Duchu Świętym. Bez stałego uczestniczenia w nich nie można trwać w przekonaniu, że jest się dojrzałym chrześcijaninem.

1. Spotkanie ze Słowem Bożym: tzw. umiejętność rozwiązywania konkretnych problemów i sytuacji życiowych w oparciu o Słowo Boże.
2. Liturgia: jako miejsce osobowego spotkania z Bogiem Żywym w Ojcu, Synu i Duchu Świętym.
3. Modlitwa: jako stała kontynuacja sakramentalnego spotkania z Bogiem.
4. Wspólnota: jako środowisko, w którym spotkanie osobowe z Bogiem utrwala się na płaszczyźnie spotkania w jedności i miłości z innymi wierzącymi.
5. Diakonia: czyli przyjmowanie odpowiedzialności we wspólnocie i ze wspólnotą o charakterze misyjnym.

Etapy formacji
Etapy formacji są związane z etapami rozwoju życia duchowego. Te kolejne etapy to: ewangelizacja, katechumenat, mystagogia. Każdy z nich ma swój cel i nie pojawiają się one w życiu człowieka jednorazowo.

Pierwsza ewangelizacja wciąż powinna być pogłębiana. Nic się nie dokonuje raz do końca życia. Każde rekolekcje na nowo wprowadzają w ewangelizację, w oddanie życia Jezusowi. Na każdych rekolekcjach należy stawiać sobie pytanie: W czym jeszcze Jezus chce być obecny w moim życiu?

Podobnie etap deuterokatechumenatu zaczyna się w konkretnym momencie i trwa aż do końca życia. Jego celem jest wprowadzenie w szkołę uczniów Chrystusa: uczenie się od Jezusa.

Trzeci etap to mystagogia: urzeczywistnianie tego, co odkryło się w czasie katechumenatu odnośnie powołania i wspólnoty, w której się żyje: małej grupy, rodziny, kręgu, całego Ruchu. We wspólnocie jej członkowie uczą się służyć i postawy: służę, więc jestem.

Podjęcie posługi jest wezwaniem do dalszej formacji.

Pedagogia nowego człowieka
Istotą Ruchu nie jest podawanie wiedzy religijnej, ale uczenie życia po chrześcijańsku. We wszystkich inicjatywach, które ks. Blachnicki proponował, podejmował i rozwijał, dążył do tego, by miały one charakter zdarzenia, spotkania, przeżycia i działania duchowego. Ruch miał być spontanicznym, zaangażowanym działaniem w kierunku rozwoju i pogłębienia wiary.

Podstawowe metody realizacji programu formacyjnego to:
1. metoda „światło-życie”, przenikająca wszystkie elementy programu formacyjnego,
2. oaza rekolekcyjna
3. mała grupa formacyjna.

 

O metodach

 

- O metodzie "światło-życie"

Zasada światło-życie polega na wcielaniu Słowa Bożego w życie, przeżywanie swojego zwyczajnego życia w sposób nadzwyczajny. Zakłada ona otwarcie się na światło Słowa Bożego, nauczanie Kościoła, rekolekcje, życie sakramentalne, modlitwę liturgiczną, ascezę życia

 

- O oazie rekolekcyjnej
Oaza rekolekcyjna jest pomocą w osiąganiu celu, jakim jest dojrzałość chrześcijańska. Jej zadaniem jest danie doświadczenia chrześcijańskiego życia. Są to rekolekcje przeżyciowe, nie chodzi jednak o emocjonalne przeżycie, ale o doświadczenie egzystencjalne. Przeżycie emocjonalne jest tylko jednym z elementów tej metody.

Oaza rekolekcyjna trwa 15 dni i jest oparta na schemacie tajemnic różańcowych i drodze tajemnic teologicznych wyrażonych w tematach dnia.

Organizowane są również krótsze, kilkudniowe, rekolekcje formacyjne dla animatorów i członków diakonii.

Styl życia

  • Kultura współżycia w duchu agape - cechuje ją życzliwość i gotowość do bezinteresownej służby, sprzeciwienie się przejawom egoizmu oraz konsumpcyjnemu stylowi życia. Szczególną szansą na realizowanie tych zasad są wspólne posiłki, wspólne mieszkanie, zajęcia, wycieczki, system dyżurów, czyli całość elementów współżycia w jednym miejscu i jednym czasie grupy osób.
  • Wolność od nałogów - całkowite wyeliminowanie alkoholu, tytoniu i narkotyków z życia wspólnego i towarzyskiego. Dziś możemy do tego dołączyć inne zachowania mające cechy nałogowe, takie jak korzystanie z telefonu komórkowego, słuchanie muzyki, zaburzenia jedzenia, nałogowe zachowania erotyczne. Oaza jest formacją w Kościele, która bardzo świadomie podejmuje w procesie wychowawczym wolność od nałogów.
  • Klimat czystości i szacunku dla osoby - ukazuje się tu piękno człowieka i jego powołanie do miłości.
  • Wczasy w Duchu - oaza rekolekcyjna włącza się w nurt turystyczno-wychowawczy. Odpoczynek ma objąć nie tylko sferę fizyczną, ale całego człowieka. Głęboki pokój, jaki ma być owocem oazy, jest wynikiem harmonii i ma zrodzić się w wyniku wzięcia pod uwagę wszystkich sfer życia - duchowej, fizycznej i psychicznej.
  • Radość Pana - akcentuje się wartość aktywnych metod, choćby ich wartość artystyczna była skromniejsza. Taki charakter mają mieć pogodne wieczory. Zabawa nie jest zbędnym dodatkiem życia oazy, a pogodny wieczór formą odreagowania po poważnych treściach dnia. Jest to integralny element dnia. Ważny jest pogodny charakter tego spotkania: piosenka, taniec, żart, drama jest możliwością do przeżywania spontanicznej radości, ekspresji emocji i wrażeń.

 

- O małej grupie

To podstawowy element struktury Ruchu Światło Życie. Odpowiednikiem małej grupy w strukturze Domowego Kościoła jest krąg rodzinny.

W skład małej grupy wchodzi kilka osób przechodzących ten sam etap formacji. Każda mała grupa ma animatora, który czuwa nad właściwym przebiegiem procesu formacyjnego jej członków. Dba on również o jej zaangażowanie dla budowania wspólnoty czy to rekolekcyjnej, czy parafialnej.

Z oazy rekolekcyjnej idea małej grupy została przeniesiona na grunt wspólnoty parafialnej. Umożliwia ona wzrost Nowego Człowieka w warunkach pozarekolekcyjnych – w codziennym życiu, w środowisku odmiennym od zamkniętego – charakterystycznego dla rekolekcji letnich.

Mała grupa w cyklu pracy rocznej spotyka się na cotygodniowych spotkaniach formacyjnych. Spotkania są właściwym miejscem wymiany doświadczeń, problemów związanych z codziennym życiem, i – umocnienia na wybranej drodze ucznia Chrystusa.

źródło: wruchu.oaza.pl

 

O duchowości

Duchowość Ruchu Światło-Życie została wyrażona w "Drogowskazach Nowego Człowieka". Małżonkowie żyjąc treścią "Drogowskazów" realizują je w "Zobowiązaniach Domowego Kościoła". 

Drogowskazy Nowego Człowieka

JEZUS CHRYSTUS jest moim Światłem i Życiem oraz jedyną Drogą do Ojca; Przyjąłem Go jako mojego Pana i Zbawiciela; oddałem Mu swoje życie, aby nim kierował.

NIEPOKALANA jest dla mnie najdoskonalszym wzorem Nowego Człowieka oddanego całkowicie w Duchu Świętym Chrystusowi, Jego słowu i dziełu; dlatego oddaję się Jej, rozważam z Nią w Różańcu tajemnice zbawienia i naśladuję Ją.

DUCH ŚWIĘTY namaścił Jezusa; dzięki Chrystusowi i ja otrzymałem Ducha Świętego, który sprawił, że narodziłem się na nowo do życia dziecka Bożego skierowanego w miłości i posłuszeństwie ku Ojcu; dlatego chcę prowadzić życie w Duchu, poddając się Jego tchnieniu i mocy.

KOŚCIÓŁ - wspólnota pielgrzymującego ludu Bożego, zjednoczona z Ojcem przez Syna w Duchu Świętym jest jedynym środowiskiem życia, w którym może rozwijać się Nowy Człowiek; chcę wrastać coraz głębiej w tę braterską wspólnotę poprzez żywą komórkę małej grupy w ramach Kościoła lokalnego, który jest znakiem i urzeczywistnieniem Kościoła powszechnego.

SŁOWO BOŻE stanie się dla mnie światłem życia, jeżeli będę podejmował stały wysiłek zachowania go, pójścia za nim i czynienia go słowem życia; chcę karmić się nim jak najczęściej szczególnie poprzez osobiste i wspólne z braćmi studiowanie Pisma świętego.

MODLITWA jest oddechem Nowego Życia, wielkim przywilejem i radością Nowego Człowieka, źródłem mocy i dziełem Ducha Świętego w nas; dlatego chcę być wierny praktyce codziennego Namiotu Spotkania.

LITURGIA, szczególnie eucharystyczna, jest uprzywilejowanym miejscem spotkania z Chrystusem w Duchu Świętym, znakiem objawiającym i urzeczywistniającym tajemnicę Kościoła - wspólnoty oraz źródłem i szczytem jego życia; dlatego chcę zawsze jak najpełniej w niej uczestniczyć, a moim zaszczytem i radością jest służba w zgromadzeniu liturgicznym według zaleceń soborowej odnowy liturgii.

ŚWIADECTWO słowa i życia jest nakazem Pana, który chce, aby światłość nasza świeciła przed ludźmi i dlatego obiecał nam moc Ducha Świętego, abyśmy mogli stać się jego świadkami; ufając tej mocy i modląc, się o nią chcę przy każdej okazji wyznawać Chrystusa, mojego Pana i Zbawiciela.

NOWA KULTURA polega na uwolnieniu człowieka od wszystkiego, co poniża jego godność, oraz na rozwijaniu wartości osoby i wspólnoty we wszystkich dziedzinach życia; jest ona dziś bardzo potrzebną formą świadectwa i ewangelizacji; moim świadectwem w tej dziedzinie będzie więc ofiara całkowitej abstynencji od alkoholu, tytoniu i wszelkich narkotyków oraz szerzenie kultury czystości i skromności jako wyrazu szacunku dla osoby.

AGAPE czyli piękna miłość, którą Duch Święty rozlewa w sercach naszych, dzięki której osoba może odnaleźć się w pełni przez bezinteresowny dar z siebie (KDK 24) dla Boga i bliźnich, jest najwyższą formą świadectwa i urzeczywistniania się osoby; dlatego poprzez stałą metanoię, przekreślanie swego egoizmu, naśladowanie Chrystusowego Krzyża, chcę wdrażać się w postawę bezinteresownej służby - diakonii, służąc na wzór Syna Człowieczego wspólnocie Kościoła oraz wszystkim braciom, zwłaszcza najmniejszym i uciśnionym.

ks. Franciszek Blachnicki 

Zobowiązania Domowego Kościoła

  • codzienna modlitwa osobista (Namiot Spotkania),
  • regularne spotkanie ze słowem Bożym,
  • codzienna modlitwa małżeńska,
  • codzienna modlitwa rodzinna,
  • comiesięczny dialog małżeński,
  • reguła życia (systematyczna praca nad sobą, swoim małżeństwem i rodziną),
  • uczestnictwo, przynajmniej raz w roku, w rekolekcjach formacyjnych. 
 

ks. Wodarczyk"Hasło tegorocznej pracy formacyjnej „Słuchać Pana w Kościele” rozwija i pogłębia ubiegłoroczne hasło roku, które brzmiało „Słuchać Pana”. Chcemy w bieżącym roku formacyjnym odkrywać prawdę o pięknie Kościoła, w którym Bóg nieustannie do nas przemawia. Będziemy uświadamiać sobie, że Kościół, który jest Ciałem Chrystusa jest podstawową wspólnotą, w której możemy usłyszeć głos Boga poprzez głos Pasterzy, czyli Kolegium Biskupów. To bardzo ważny temat w czasach postmodernistycznych, gdzie tak bardzo promuje się subiektywizm i relatywizm w podejściu do Prawdy objawionej."

 

Czytaj więcej...

Świadectwo ks. Bogdana Papiernika


Ksiądz Franciszek Blachnicki należy do grona kilku nieżyjących już kapłanów, którzy w istotny i bardzo głęboki sposób wpłynęli na moją duchowość kapłańską. Poznałem Księdza Franciszka w roku 1967 w Lublinie, kiedy rozpoczynałem studia pastoralne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Moja znajomość owego kapłana była początkowo bardzo powierzchowna. Kontakty z nim ograniczały się do słuchania prowadzonych przez niego wykładów, trudnych i bardzo monotonnych.

Olśnieniem stał się dla mnie jego artykuł "Odnowa liturgii w impasie? (Próba kapłańskiego rachunku sumienia)" zamieszczony w kwartalniku dla kapłanów Homo Dei", jaki przeczytałem w początkach 1968 roku, będąc wikariuszem w Bedoniu. Przezywałem wówczas przykry okres frustracji i zniechęcenia w pracy duszpasterskiej. Przeczytany artykuł natchnął mnie nową nadzieją. Natychmiast napisałem kilka słów listu do Księdza Blachnickiego, wyrażając chęć głębszego poznania ukazanej przez niego idei. Mój list został przyjęty z dużą serdecznością, tak przez księdza Blachnickiego, jak i przez jego otoczenie.

Wspominam jako człowieka modlitwy. Każdego wieczoru klękał w kaplicy domowej na prostej podłodze, by przez pół godziny trwać na adoracji. Pamiętam jego skupioną i rozmodloną twarz, jakby nieobecną w świecie. Tam, któregoś wieczora podczas spaceru, wiedząc, ze mam rozpocząć studia stacjonarne na KUL-u, bo do tej pory dojeżdżałem tylko do Lublina, zaproponował mi wspólne zamieszkanie w powstającej wspólnocie kapłańskiej na Sławinku. Nie wiedząc "czym to pachnie", propozycję przyjąłem. W październiku znalazłem się ze swoim niewielkim bagażem w domu przy ulicy Warszawskiej, licząc, że skoro mam studiować, znajdę tam ku temu odpowiednie warunki.

 

Księdza Franciszka nie było w domu. Jakiś nieznany mi młodzieniec przyjął mnie z wyniosłością i oziębłością, mówiąc, że dom jest przeładowany i żadnego miejsca tu nie ma, skoro jednak Ksiądz Profesor kazał mi przyjechać, to mogę na razie złożyć swoje rzeczy gdzieś w kąciku. Po spotkaniu z Księdzem Blachnickim zrozumiałem, że warunki bytowe są na razie bardzo trudne, ale poprawią się, ponieważ został kupiony nowy dom przy ulicy Armii Ludowej, w którym zamieszkamy wspólnie, także z księdzem Józefem Grygotowiczem, studentem katechetyki i kilkoma świeckimi młodzieńcami.


Dom, co prawda jest pusty i nie ogrzewany, ale nie jest ważne jak będziemy mieszkać i co będziemy jeść, nawet  studia nie są ważne, a jedynie to, aby budować autentyczną wspólnotę Żywego Kościoła i służyć sprawie odnowy życia chrześcijańskiego. Tak rozpoczął się dla mnie trudny rok, jeden z najtrudniejszych w moim życiu. Z księdzem Grygotowiczem staraliśmy się jako tako urządzić mieszkanie, aby było na czym spać i przy czym usiąść do pracy studenckiej. W komisie meblowym zakupiliśmy najniezbędniejsze skromne meble, w pokoju ustawiliśmy żelazny piecyk, aby zimą choć trochę ogrzać mieszkanie. Wyżywienie było bardzo skromne, a nawet mniej niż skromne, nie to jednak było najtrudniejsze. Najtrudniej było budować na co dzień ową wspólnotę "Żywego Kościoła", złożoną z ludzi o różnych charakterach, obciążonych niedoskonałością, rozmaitymi przyzwyczajeniami i odmiennym podejściem do tych samych wartości. Mimo to mieszkaliśmy wspólnie i uczestniczyliśmy w wielorakich działaniach Ojca. Wyjeżdżaliśmy co 6 tygodni na dni wspólnoty do różnych miast Polski, gdzie zawiązały się już wspólnoty oazowe. Ja, jako student liturgiki, brałem udział w pasjonujących mnie spotkaniach liturgistów, na których omawiało się aktualne problemy związane z posoborową odnową liturgii. Z ustanowienia Ojca byłem sekretarzem tych spotkań pisząc protokoły, zaś Ojciec redagował "Biuletyn Odnowy Liturgii", zamieszczany systematycznie w kwartalniku "Collectanea Theologica" łącznie z artykułami prelegentów spotkań.

 

Na prośbę Ojca zorganizowałem w Łodzi pierwsze spotkanie księży, na którym Ojciec zapoznał zebranych z ideą Ruchu Żywego Kościoła, jak nazywał się wówczas Ruch Światło-Życie. Idea ta nie była dotąd znana w diecezji łódzkiej. Zainteresował się nią żywo między innymi późniejszy arcybiskup i ordynariusz diecezji, ksiądz Władysław Ziółek. Należał do pierwszych kapłanów, którzy z zaangażowaniem zaczęli wysyłać ministrantów na wakacyjne oazy rekolekcyjne, a nawet osobiście przyjeżdżał do Krościenka, by śledzić ich formację. Jak wspominam Ojca z tego okresu?

 

Wspominam go jako człowieka oddanego bez reszty sprawie odnowy Kościoła, choć przez wielu ludzi nie był rozumiany. Wspominam jako człowieka modlitwy. Każdego wieczoru klękał w kaplicy domowej na prostej podłodze, by przez pół godziny trwać na adoracji. Pamiętam jego skupioną i rozmodloną twarz, jakby nieobecną w świecie.

 

Wspominam go też jako człowieka bardzo naturalnego i na swój sposób wesołego. Lubił żartować, choćby z jedzenia. Wędlinę jadało się wówczas bardzo rzadko, częściej różne pasty, nie wiadomo z czego robione, i sery. Pasty określał żartobliwie kolejnymi numerami, a zachęcając do jedzenia serów mawiał: "jedzcie sery, tylko sery dają w pracy zapał szczery". Charakterystyczne było jego powiedzenie z odpowiednim wydłużeniem samogłoski "u" dla wyrażenia stosunku do jakiejś nietypowej lub trudnej sytuacji: "o ludzie", lub po prostu "ludzie". W domu przy ulicy Armii Ludowej mieszkałem do końca pierwszego roku moich studiów, po czym biskup odwołał mnie do innych zadań.

 

Na studia wróciłem po urlopie dziekańskim w roku 1970, ale tym razem zamieszkałem już w konwikcie dla księży studentów. Z Ojcem i ze wspólnotą pozostawałem nadal w bliskim kontakcie, tak w czasie studiów, jak i po ich ukończeniu. Brałem udział w różnych spotkaniach Ruchu, w sympozjach liturgicznych w Krościenku, gdzie również sekretarzowałem, uczestniczyłem w formacji dla kapłanów, prowadziłem oazy wakacyjne. Latem w roku 1975 pojechałem do Krościenka, aby trochę odpocząć w tamtej atmosferze, nie zamierzałem jednak prowadzić oazy. Ojciec, zobaczywszy mnie powiedział: "jak dobrze, że ksiądz Bohdan przyjechał, bo za trzy dni rozpoczyna się Oaza Dzieci Bożych w Tylce, a nie ma moderatora ani animatorów. Niech ksiądz zorganizuje animatorów i poprowadzi tę oazę". Przed rozmową z Ojcem ani by mi do głowy nie przyszło, żeby bez poważniejszego przygotowania podejmować się prowadzenia oazy, Ojciec jednak bez wielkich słów potrafił natchnąć zapałem, tak że rzeczy niemożliwe stawały się możliwe. Pojechałem do Łodzi, w ciągu jednego dnia zorganizowałem animatorów i powróciłem, aby przy pomocy wspaniałej Siostry Marii Steckiej i Edka Wali poprowadzić oazą. W ten sposób Ojciec "ożenił" mnie z Tyłka, bo od tej pory przez ponad 20 lat organizowałem tam Oazy Dzieci Bożych. Więź z Ojcem pogłębiła się jeszcze bardziej, kiedy w Polsce dało się odczuć nadchodzący powiew wolności, a ja w roku 1977 związałem się z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Zauważyłem, że Ojciec solidaryzuje się ze mną i że leżą mu na sercu te sprawy. To mnie podniosło na duchu i umocniło w przekonaniu o słuszności podjętych działań, bo niełatwo było wówczas iść niekonwencjonalną drogą. Później przyszedł okres działalności Ojca w Carlsbergu. Bardzo chciałem spotkać się z Ojcem, ale niełatwo było wtedy otrzymać pozwolenie na wyjazd za granicę. Kiedy wreszcie w roku 1984 otrzymałem paszport, by jechać z pielgrzymką do Rzymu, nie omieszkałem zaraz potem wyrwać się do Niemiec. Od tej pory przed dwa lata spędzałem wakacje u znajomych w Deidesheim, niedaleko Carlsbergu, i stamtąd wielokrotnie jeździłem do "Marianum".   Ojciec okazywał mi wtedy wiele serdeczności i życzliwości. Zapraszał na odbywające się tam uroczystości, jak święcenia diakonatu czterech kandydatów do kapłaństwa z Ruchu i poświęcenie drukarni "Maximilianum". Brałem udział w różnych spotkaniach, Mszach Św. oazowych i dniach wspólnoty. Ojciec opowiadał o swoich kłopotach i przeciwnościach, jakie musiał pokonywać. Ostatnie spotkanie z Ojcem nastąpiło w niecodziennych okolicznościach. Jadąc kiedyś z Deidesheim do Carlsbergu, zauważyłem z dala stojącego na poboczu drogi człowieka, jakby czekającego "na okazję". Zdziwiłem się, ponieważ w Niemczech nie było to we zwyczaju. Kiedy się zbliżyłem, rozpoznałem w czekającym Ojca. Ucieszył się bardzo i powiedział: "ksiądz Bohdan mi z nieba spadł, bo spieszę się na umówione spotkanie, a nie mam czym wrócić". Okazało się, że Ojciec wybrał się tego dnia w góry na samotne skupienie, a teraz powracał do domu. Spoglądając wstecz na ten dwudziestoletni okres mojej znajomości z Księdzem Franciszkiem Blachnickim, muszę powiedzieć, że odbieram go jako człowieka opatrznościowego dla Kościoła w Polsce. Był charyzmatykiem, który potrafił umiłowaną ideę wprowadzić w czyn i porwać dla niej setki tysięcy młodych ludzi i nie tylko młodych w całej Polsce. Nigdy nie pytał, czy wolno, ale czy trzeba. Był człowiekiem ryzyka. Bez pieniędzy i bez żadnych środków materialnych, a często i bez poparcia osób, na które powinien liczyć, rozpoczynał dzieła, które wbrew ludzkim prognozom nie tylko nie upadły, ale się rozwijały. Oby jego dzieło nie przestało przynosić błogosławionych owoców.

Ks. Bohdan Papiernik Łódź, 6 listopada 1996 roku.

Droga wspólnoto Domowego Kościoła!


Przekazujemy w Wasze ręce list kręgu centralnego na rok formacyjny 2011/2012, poświęcony DRODZE FORMACYJNEJ W DOMOWYM KOŚCIELE.
Zachęcamy do uważnej lektury, do rozważenia jego treści podczas wrześniowego spotkania Waszych kręgów (pytania pomocnicze znajdziecie w konspekcie opublikowanym w najnowszym, 122. numerze "Listu DK"), a także podczas spotkań kręgów diecezjalnych i rejonowych.
List jest dość obszerny; mimo to prosimy o cierpliwe przeczytanie go w całości i zastanowienie się nad jego treścią.
Z chęcią przyjmiemy wszelkie refleksje i myśli wywołane przez lekturę (kierujcie je pod adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.).

Serdecznie Was pozdrawiamy
Szczęść Boże!
Beata i Tomek Strużanowscy, para krajowa DK
ks. Marek Borowski, moderator krajowy DK

Czytaj więcej...

"Przymierze małżeńskie, przez które mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury na dobro małżonków oraz do zrodzenia i wychowania potomstwa, zostało między ochrzczonymi podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu."

 

Ks. Franciszek Blachnicki, założyciel Domowego Kościoła, gałęzi rodzinnej Ruchu Światło-Życie mówiąc o sakramencie małżeństwa zwracał uwagę, ze znakiem widzialnym są tutaj relacje osobowe między dwojgiem, którzy zawierają przymierze małżeńskie. Jednak relacje między mężczyzną i kobietą nie są wolne od zła, które dotyka człowieka tak z zewnątrz, jak i z jego wnętrza. Ten nieporządek wynikający z grzechu wypaczył wzajemną komunię mężczyzny i kobiety, jaka była od początku darem Stwórcy. "W sakramencie małżeństwa to Bóg czyni siebie gwarantem i zobowiązuje się dokonać tego, co znaki sakramentalne wyrażają i co jest w nich celebrowane, mianowicie ukształtowania jedności z dwojga różnych."


Domowy Kościół Ruchu Światło-Życie pomaga małżonkom sakramentalnym czerpać z łaski i mocy sakramentu małżeństwa, uczy jak żyć tym sakramentem i celebrować go przez całe życie. Łączy on w sobie charyzmaty Ruchu Światło-Życie i międzynarodowego ruchu małżeństw katolickich Equipes Notre-Dame, od którego przejął ideał duchowości małżeńskiej, czyli dążenia ku Bogu w jedności ze współmałżonkiem.
Duchowość małżeńska proponowana w ramach Domowego Kościoła jest realizowana poprzez przyjęcie elementów formacyjnych nazywanych zobowiązaniami - darami. Są to codzienna modlitwa osobista połączona z lekturą Pisma Świętego, regularne spotkanie ze słowem Bożym, codzienna modlitwa małżeńska jako wspólne stawanie przed Panem, codzienna modlitwa rodziny, jako wspólnoty zanurzonej w Bogu, comiesięczny dialog małżeński i wynikająca z niego reguła życia (systematyczna praca nad sobą), uczestnictwo w comiesięcznych spotkaniach formacyjnych kręgu (grupa 4-7 małżeństw), uczestnictwo przynajmniej raz w roku w rekolekcjach formacyjnych. Nie są one celem samym w sobie, ale środkiem do celu. Ich realizowanie odbywa się w małżeństwie poprzez codzienny wspólny wysiłek małżonków, podejmujących i realizujących poszczególne zobowiązania oraz poprzez wzajemną pomoc małżeństw w kręgu w dążeniu do Chrystusa (idea małej grupy jako środowiska koniecznego do wzrostu wiary).


Małżeństwa należące do Domowego Kościoła wezwane są do posługi na rzecz własnej rodziny, posługi rozumianej jako budowanie wspólnoty wiary, nadziei i miłości. Wspólnoty, w której świadomość, że wszyscy jej członkowie są dziećmi Jedynego Boga i stąd posiadają swą niepowtarzalność oraz godność, bez względu na wiek i stopień rozwoju. Taka świadomość uzdalnia do wielkodusznej postawy służby na rzecz rodziny i poszczególnych jej członków, a także przyjmowania daru służby od innych. Wtedy wspólnota rodzinna staje się wielką szansą dla wszechstronnego rozwoju człowieka - jego wzrastania w Bogu, poznawania prawdy o sobie samym, uczenia się miłości.
Wymienione wcześniej elementy formacyjne - zobowiązania uczą małżonków spełniania w swojej rodzinie funkcji kapłańskiej, nauczycielskiej i królewskiej, o których mówią dokumenty Kościoła . Należy tutaj zaznaczyć, że im wcześniej (chodzi o staż małżeński i wiek dzieci) małżonkowie wejdą na drogę formacji Domowego Kościoła, tym łatwiej im spełniać posługę na rzecz swojej rodziny. Małe dzieci wychowywane w klimacie świadomej wspólnoty chrześcijańskiej w sposób naturalny wzrastają we wierze, ucząc się Boga przez wspólną modlitwę rodzinną, potem lekturę Słowa Bożego, swoiste kręgi biblijne w rodzinie, modlitwę Liturgią Godzin. Możliwość zadawania pytań związanych z wiarą, na równi z pytaniami z innych dziedzin życia, poczucie akceptacji i miłości, świadomość miłości Pana Boga - są ogromnym zapleczem siły i równowagi dla dziecka, gdy zaczyna wchodzić w czas dorastania i odkrywania własnej drogi życia. Małżonkowie zaś mają większą szansę na budowanie miłości zdrowej, wolnej od głębokich zranień, wspierającej współmałżonka w jego dojrzewaniu na płaszczyźnie ludzkiej i duchowej. Będą "odwoływali się do mocy sakramentu, która pozwala każdemu z nich wejść w trudności spowodowane bliskością drugiego."

za: dk.oaza.pl "Krótko o DK" Anna i Jacek Nowakowie

Joomla templates by a4joomla